Sputnik: zaznacz wiele wiadomości naraz
Sputnik od początku pozwalał zrobić z wiadomością cztery rzeczy: przekazać ją dalej, usunąć, zgłosić, a w niektórych przypadkach edytować. Wszystko działało dobrze — pod jednym warunkiem, że chodziło o jedną wiadomość.
Bo w prawdziwej rozmowie rzadko chodzi o jedną. Chce się posprzątać dwadzieścia wiadomości po skończonym zleceniu. Chce się przesłać koledze cały fragment rozmowy, a nie wybierać z niego zdanie po zdaniu. Chce się zgłosić spamera, który wkleił dziesięć takich samych ofert pod rząd. Za każdym razem to była ta sama pętla: najedź, kliknij, potwierdź, najedź, kliknij, potwierdź.
Od dziś jest tryb zaznaczania.
Jak to działa
Na komputerze w pasku akcji przy wiadomości pojawiła się nowa, pierwsza ikona — kwadrat
z ptaszkiem. Kliknięcie w nią wchodzi w tryb zaznaczania. Można też przytrzymać Ctrl
(na Macu ⌘) i klikać kolejne wiadomości, a Shift zaznaczy cały zakres między dwiema —
tak jak w menedżerze plików.
Gdy cokolwiek jest zaznaczone, nagłówek rozmowy zamienia się w pasek z licznikiem i czterema przyciskami. Świadomie podmienia nagłówek, zamiast dokładać kolejny pasek: panel czatu jest wąski i każdy dodatkowy rząd zjadałby miejsce na to, co najważniejsze, czyli na same wiadomości.
Cztery akcje:
- Kopiuj — wrzuca zaznaczone wiadomości do schowka, po jednej w linii, z godziną, a w grupach także z autorem. W kolejności chronologicznej, nie w kolejności klikania. To zupełnie nowa możliwość — wcześniej nie było jej nawet dla pojedynczej wiadomości.
- Przekaż — wysyła całą paczkę do wybranych rozmów naraz, z zachowaniem kolejności.
- Zgłoś — jedno okno, jeden powód i jeden opis dla całej paczki.
- Usuń — o tym za chwilę, bo tu było najwięcej do przemyślenia.
Wyjście z trybu: krzyżyk, Escape, albo po prostu odznaczenie ostatniej wiadomości.
Telefon dostał akcje na wiadomościach. Po raz pierwszy.
To jest ta część, którą odkryliśmy przy okazji i która okazała się ważniejsza od samej funkcji.
Pasek akcji przy wiadomości pokazywał się po najechaniu myszą. Cała jego logika opierała się na najechaniu — a na ekranie dotykowym nie ma czegoś takiego jak najechanie. Efekt był taki, że z telefonu nie dało się z wiadomością zrobić absolutnie nic. Ani usunąć, ani przekazać, ani zgłosić. Nikt tego nie zgłaszał, bo trudno zgłosić brak przycisku, którego się nigdy nie widziało.
Teraz wystarczy przytrzymać wiadomość palcem przez pół sekundy — telefon lekko wibruje i wchodzi tryb zaznaczania, a kolejne wiadomości dokłada się zwykłym tapnięciem. Układ znany z każdego komunikatora, tyle że u nas przy okazji odblokowuje akcje, które na telefonie były niedostępne w ogóle.
Sporo uwagi poszło w drobiazgi, których nie widać, dopóki nie zawiodą: przewijanie listy palcem po dymkach nie może przypadkiem włączyć zaznaczania, a wiadomość zaznaczona przytrzymaniem nie może się odznaczyć sama w momencie puszczenia palca. Jedno i drugie brzmi banalnie i jedno i drugie potrafi zepsuć całe wrażenie.
Usuwanie, czyli rzecz o znikaniu bez śladu
Sputnik ma zasadę, którą lubimy: jeśli usuwasz swoją wiadomość, a nikt jeszcze po niej nie odpisał, ma zniknąć bez śladu. Żadnego nagrobka „wiadomość usunięta", żadnego sygnału, że coś tu było. Rozmowa wygląda tak, jakbyś nigdy tego nie napisał. Dopiero gdy ktoś zdążył odpowiedzieć, zostaje ślad — bo inaczej odpowiedź wisiałaby w próżni.
Przy okazji tej funkcji wyszło, że ta zasada nie działała. Informacja o tym, czy zostawić ślad, była wyliczana poprawnie, ale gubiła się po drodze i nigdy nie docierała tam, gdzie miała trafić. Rozmówca widział nagrobek zawsze. Przy jednej wiadomości dało się tego nie zauważyć. Przy dwudziestu naraz byłoby to nie do przeoczenia — i to właśnie kazało nam się temu przyjrzeć.
Teraz działa tak, jak było zamierzone. Przy okazji naprawiliśmy drugą stronę tego samego medalu: usuwając własną wiadomość dalej widzisz swój nagrobek z przyciskami „Pokaż" i „Przywróć", nawet po odświeżeniu strony. Ty widzisz, co usunąłeś, i możesz to cofnąć. Rozmówca nie widzi nic.
Usuwanie zbiorcze jest przy tym uczciwe wobec tego, czego zrobić nie można. Jeśli w zaznaczeniu znajdą się cudze wiadomości albo pierwsza wiadomość rozmowy (tej nie da się skasować, bo trzyma cały wątek), potwierdzenie powie wprost: „usunąć 4 z 7, pozostałych 3 nie możesz usunąć". Po operacji te pominięte zostają zaznaczone — widzisz dokładnie, co nie przeszło, zamiast zgadywać.
Co jeszcze poprawiliśmy po cichu
Kilka rzeczy wyszło przy pracy nad przekazywaniem i po prostu wymagało naprawy:
Przekazana wiadomość docierała cicho — bez odznaki nieprzeczytanych i bez dźwięku u kogoś, kto miał akurat zamknięty wątek. Przy przekazywaniu jednej wiadomości to była drobna niedogodność; przy dwudziestu byłby to poważny problem. Teraz kopie zachowują się jak każda inna nowa wiadomość.
Podpis „↪ przekazano" pod przekazaną wiadomością istniał w kodzie, ale nigdy się nie pokazywał, bo informacja o pochodzeniu kopii gubiła się tak samo jak ta o śladzie po usunięciu. Teraz widać, co jest cytatem, a co czyimś własnym zdaniem — przy paczce dwudziestu wiadomości to różnica między „ktoś mi to przesłał" a „ktoś to do mnie napisał".
Doszła też porcja utwardzeń wokół płatnych załączników i uprawnień w rozmowach. Nie będziemy tego rozpisywać — dość powiedzieć, że treść, za którą ktoś zapłacił, jest teraz pilnowana konsekwentnie na każdej drodze, którą można do niej dojść, a nie tylko na tej najbardziej oczywistej.
Drobiazgi, o które ktoś zapyta
Zaznaczyć można maksymalnie 50 wiadomości naraz. Karty ofert zlecenia i zaproszeń do wspólnego rysowania są wyłączone z zaznaczania — to interaktywne karty z własnym cyklem życia, a nie zwykłe wiadomości, i przekazanie takiej gdzieś dalej narobiłoby więcej szkody niż pożytku.
Zaznaczenie czyści się, kiedy przełączysz rozmowę, otworzysz archiwum albo zamkniesz panel. Przeżywa natomiast doładowanie starszych wiadomości przy przewijaniu w górę — możesz spokojnie cofnąć się w rozmowie i dozaznaczać dalej.
A jeśli w trakcie zaznaczania przyjdzie nowa wiadomość, lista nie przewinie się do dołu. Nic tak nie irytuje jak widok uciekający spod palca w połowie roboty.