Kto moderuje i na jakiej podstawie
Przez długi czas panel administracyjny Moonlight zadawał jedno pytanie: „czy ta osoba jest ze sztabu?". Odpowiedź brzmiała tak albo nie i na tym się kończyło. Kto przeszedł, ten widział wszystko — kolejkę fanartów tak samo jak przychody platformy i cudze prywatne rozmowy.
W praktyce oznaczało to rzecz, której nie chcieliśmy: każdy, kto miał cokolwiek robić, dostawał uprawnienia właściciela. Nie dlatego, że ktoś tak postanowił, tylko dlatego, że nie było nic pomiędzy. Chcesz, żeby ktoś zatwierdzał fanarty? Proszę bardzo, przy okazji ma wgląd w finanse.
Od dziś jest inaczej.
Rola ma dwie części, nie jedną
Uprawnienia mówią, co wolno. Jest ich trzydzieści jeden i każde otwiera dokładnie jeden obszar panelu — kolejkę moderacji, zgłoszenia, katalog anime, finanse, ustawienia. Nic ponadto.
Poziom mówi, na kim wolno działać. I to jest ta druga oś, bez której cały pomysł się sypie: samo uprawnienie „możesz banować" nie mówi przecież, że nie wolno zbanować własnego przełożonego. Poziom mówi. Działasz wyłącznie poniżej własnego szczebla — zawsze, bez wyjątków, także wtedy, gdy ktoś jest dokładnie na Twoim poziomie.
Sześć szczebli, od młodszego moderatora, który pracuje na kolejkach i nie dotyka kont, po super administratora. Ponad nimi właściciel, którego nie da się ustanowić z panelu — tylko z bazy danych. To celowa niewygoda: konto omijające wszystkie zabezpieczenia nie powinno powstawać jednym kliknięciem.
Szczebel to punkt startowy, nie klatka
Można było poprzestać na sześciu gotowych zestawach, ale prawdziwe przydziały rzadko wyglądają jak szablon. Zwykle brzmią raczej „moderator, ale dodatkowo prowadzi katalog anime".
Więc szczebel wypełnia uprawnienia zestawem startowym, a potem odznaczasz i dodajesz pojedyncze pozycje, jak Ci pasuje. Dokładnie tak, jak działają role zespołowe na fanpage'ach — nie chcieliśmy mieć w aplikacji dwóch różnych pojęć roli, bo to zawsze kończy się tak, że jedno z nich cicho odstaje od drugiego.
Uprawnienia, których sam nie masz, są wyszarzone. Nikt nie nadaje więcej, niż posiada.
Każde mianowanie zostawia ślad
Nadanie roli, jej zmiana, zawieszenie i odebranie trafiają do tego samego rejestru, co bany i decyzje na zgłoszeniach. Kto, komu, kiedy, z jaką notatką.
Brzmi jak biurokracja, dopóki nie trzeba czegoś odtworzyć pół roku później. Mianowanie, którego nie da się odczytać wstecz, niczym się nie różni od konta, które samo sobie dało klucze.
„Odrzucono" to za mało
Druga część tej zmiany dotyczy już nie sztabu, tylko Was.
Kolejka moderacji — fanarty, komentarze, wątki forum — działała dotąd tak, że decyzja zmieniała status treści i na tym koniec. Bez autora decyzji, bez daty, bez powodu. Praca po prostu znikała z widoku, a osoba, która ją wgrała, dowiadywała się o tym, zauważając.
Teraz odrzucenie wymaga uzasadnienia. Nie da się kliknąć „odrzuć" i przejść dalej. A powód idzie w trzy miejsca naraz:
- do samej treści — to widzi autor,
- do rejestru moderacji — to czyta ktoś, kto później sprawdza, czy decyzja była słuszna,
- do powiadomienia, które dostajesz razem z linkiem do odwołania.
Ta trzecia rzecz jest tu najważniejsza. Regulamin obiecuje prawo do odwołania w ciągu czternastu dni, ale prawo, o którym nikt Cię nie informuje, jest prawem, z którego nikt nie korzysta. Zegar zaczyna tykać, a Ty nawet nie wiesz, że się zaczął.
Zatwierdzenie nadal nie wymaga niczego. To kierunek odwracalny i nie ma powodu utrudniać go komukolwiek.
Co z tego macie
Konkretnie trzy rzeczy.
Osoba, która zajmuje się moderowaniem fanartów, zajmuje się moderowaniem fanartów — i nie ma przy okazji wglądu w Wasze rozmowy prywatne ani w obroty platformy. Zakres da się teraz opisać dokładnie, zamiast dawać wszystko i liczyć na dobre intencje.
Jeśli Wasza praca zostanie odrzucona, dowiecie się o tym i dowiecie się dlaczego. Wraz z linkiem do formularza, na którym możecie się z tym nie zgodzić.
A każda decyzja moderacyjna — także ta o tym, komu w ogóle powierzyliśmy moderowanie — jest zapisana i da się do niej wrócić. Również wtedy, gdy okaże się, że była błędna.