Storyboard w Moonlight Animate: arkusze do wydruku, ciągłość ujęć i porządek w długiej historii
Kilka dni temu storyboard w Moonlight Animate zaczął mówić — dialogi z paneli wyświetlają się na podglądzie jak napisy filmowe i można je wpalić w eksport. To była część pierwsza. Oto część druga, mniej efektowna i chyba bardziej użyteczna: co zrobić z czterdziestoma ujęciami, żeby dało się z nimi pracować.
Arkusz, który pasuje do tego, co z nim robisz
Eksport storyboardu do PDF robił dotąd jeden rodzaj strony: sztywną siatkę sześciu paneli w poziomie. Dobry domyślny wybór — i nadal nim jest — ale storyboard czyta się na kilka zupełnie różnych sposobów, a każdy chce innej kartki.
Teraz przed zapisem wybierasz układ:
- Siatka 3×2 — sześć paneli na stronie. Dotychczasowy arkusz, wciąż domyślny.
- Pełna strona — jedno ujęcie na kartkę, pionowo, z dużym kadrem. To arkusz do omawiania pojedynczej sceny i do dorysowywania uwag ołówkiem na wydruku.
- Trzy panele obok siebie i trzy jeden pod drugim — klasyczne układy scenopisu obrazkowego, zależnie od tego, czy ujęcia są szerokie, czy wysokie.
- Przegląd 4×3 — dwanaście kadrów na stronie, bez podpisów. Cały film widziany naraz: do oceny rytmu, wyłapania powtarzających się ujęć i sprawdzenia, gdzie historia się wlecze.
Do tego wybór, które podpisy drukować — Dialog, Akcja, Notatki. Przy układzie przeglądowym pola są wyszarzone, a podpowiedź mówi wprost, że ten arkusz drukuje same kadry. Wolimy to od trzech przełączników, które po cichu nic nie robią.
Przy okazji naprawiliśmy rzecz, która psuła wydruki od dawna: za długi podpis znikał z arkusza w całości. Wysokość zawiniętego tekstu mierzyliśmy w sztywnym pudełku, więc kilka zdań dialogu nie mieściło się w rachunku i cały podpis wypadał. Teraz mierzy się go w faktycznie dostępnej wysokości komórki, a gdy i tak nie wchodzi — jest przycinany, nie usuwany. Ucięty podpis wciąż mówi, o czym jest ujęcie. Brakujący nie mówi nic.
Ciągłość: dwa ujęcia naraz
W doku Storyboard doszedł przycisk Ciągłość. Włączony nakłada na każdą kartę przygaszony kadr poprzedniego panelu.
To najstarsza sztuczka rysowników storyboardu i działa natychmiast: dwa sąsiednie ujęcia widziane jednocześnie od razu pokazują, czy cięcie się czyta. Czy postać nie przeskoczyła na drugą stronę kadru. Czy linia wzroku się zgadza. Czy plan nie zmienia się tak gwałtownie, że widz zgubi przestrzeń.
Nakładka składa się z tych samych miniatur, które już masz wyrenderowane, więc przełączanie jest natychmiastowe — nic się nie liczy od nowa. Pierwsza karta zostaje czysta, bo duch niczego byłby po prostu ciemniejszym obrazkiem.
Sekwencje, czyli porządek w długiej historii
Ostatnia rzecz jest najprostsza i przy dłuższym materiale robi największą różnicę. Panel dostał pole Sekwencja — wolny tekst w rodzaju „A", „POŚCIG", „DOM NOCĄ". Panele z tą samą etykietą należą do jednego ciągu opowieści.
W siatce nazwa sekwencji pojawia się na karcie tylko wtedy, gdy się zmienia. Powtarzanie jej na dwudziestu kolejnych kartach byłoby szumem — informacją jest moment, w którym historia przechodzi dalej. Na wydruku odwrotnie: etykieta stoi przy każdym ujęciu, bo trzymając kartkę w ręku nie widzisz sąsiedniej karty i każdy panel musi sam powiedzieć, gdzie w historii jest.
Świadomie zrobiliśmy z tego etykietę, a nie hierarchię. W programach wyspecjalizowanych w storyboardzie akty i sekwencje są prawdziwymi pojemnikami, bo tam scenopis jest osobnym dokumentem. U nas scena jest filmem — dokładanie drugiego drzewa do utrzymania dałoby strukturę, którą trzeba synchronizować, w zamian za coś, co tekstowa etykieta załatwia w całości.
Co pod maską
Eksport PDF wyprowadziliśmy z głównego pliku okna aplikacji do własnego modułu. To nie kosmetyka: geometria stron przestała mieszkać w najczęściej edytowanym pliku projektu, a logika układów daje się teraz czytać i sprawdzać w oderwaniu od reszty programu. Takie porządki nie dodają ani jednej funkcji, ale to one decydują, czy za rok da się jeszcze cokolwiek bezpiecznie zmienić.