Rozkładówki w Moonlight Animate: rysowanie przez zgięcie i ostrzeżenia, które ratują druk
Rozkładówka to dwie sąsiadujące strony komiksu potraktowane jako jedna szeroka ilustracja — moment, w którym rysownik przestaje się mieścić w jednej kartce. W programach do rysowania bywa z tym niewygodnie, bo strony są zwykle osobnymi plikami i „przez środek" nic nie przechodzi.
U nas przechodzi, i to dosłownie.
Strony to obszary jednego płótna
W Moonlight Animate strony komiksu nie są osobnymi dokumentami. To obszary jednego płótna, a przy łączeniu w rozkładówkę partner jest przyklejany krawędź w krawędź — bez odstępu. Kreska przechodzi z lewej strony na prawą jak przez każde inne miejsce obrazu, bo dla programu żadnej granicy tam nie ma. Nie trzeba niczego scalać, eksportować ani „otwierać w trybie rozkładówki".
Przeszkadzało co innego: to, co rysowaliśmy na wierzchu. Każda strona obrysowywała swój pełny prostokąt i swój spad, więc przez środek jednej szerokiej ilustracji biegł obrys strony i czerwona linia. Wyglądało to jak przecięcie rysunku dokładnie tam, gdzie rysunek ma być najbardziej ciągły.
Trzy zmiany:
- Na styku nie ma już spadu. Spad to margines, który się zamalowuje, żeby gilotyna miała w co ciąć. Na zgięciu nic się nie tnie — kartka się składa — więc czerwona linia w środku ilustracji była po prostu nieprawdą.
- Szew jest kropkowaną linią zgięcia, nie pełnym obrysem. Widać, gdzie wypadnie zgięcie, ale para czyta się jak jedna plansza.
- Jednym przełącznikiem gasisz wszystkie oznaczenia druku — spad, bezpieczny obszar, obramowanie, obrysy stron i linię zgięcia. Wtedy środek jest zupełnie czysty i nic nie przeszkadza malować przez zgięcie. Ustawienie jest zapamiętywane.
Drobiazg, który okazał się ważny: którą krawędź uznać za szew, program czyta z geometrii — sprawdza, którą stronę partner faktycznie dotyka. Nie z ustawienia oprawy. Dzięki temu działa tak samo przy oprawie europejskiej i mangowej, a para rozsunięta ręcznie odzyskuje pełne obrysy, bo wtedy to jest prawda o tym, co leży na płótnie.
Ostrzeżenia, które ratują druk
Druga rzecz jest mniej widowiskowa i prawdopodobnie ważniejsza.
W oprawionej książce strona 1 stoi sama po prawej, a dalej strony łączą się w pary: 2–3, 4–5, 6–7. Rozkładówka musi więc zaczynać się na stronie parzystej. Jeśli zacznie się na nieparzystej, jej dwie połówki wylądują na dwóch różnych kartkach i ilustracja rozejdzie się na zgięciu.
Najgorsze w tym błędzie jest to, że na ekranie wygląda idealnie. Rysujesz, oglądasz, wszystko się zgadza. Katastrofa wychodzi dopiero z drukarni, kiedy poprawka kosztuje najwięcej.
Więc program teraz mówi to głośno, w dwóch miejscach:
- W panelu Stron, czyli tam, gdzie układa się kolejność. Wadliwa strona jest oznaczona, a podpowiedź wyjaśnia słowami, co jest nie tak i jak to naprawić: dołożyć albo usunąć jedną stronę przed rozkładówką, albo rozdzielić parę. Świadomie nie samym kolorem — kolor łatwo przeoczyć i nic nie mówi komuś, kto nie wie, że coś znaczy.
- Przy publikacji, zanim plik powstanie, z wypisanymi numerami stron. To ostrzeżenie, nie blokada: webtoon i PDF do czytania na ekranie nie mają kartek, które mogłyby się rozejść, więc decyzja zostaje po stronie autora.
Do tego przypomnienie, gdy liczba stron nie jest wielokrotnością czterech — druk zeszytowy składa kartki po cztery strony, więc 30-stronicowy zeszyt nie istnieje. Ten komunikat pojawia się dopiero od ósmej strony; marudzenie przy trzeciej byłoby zwykłym szumem.
Obie reguły liczone są w jednym miejscu w programie, więc panel i eksport nie mogą powiedzieć dwóch różnych rzeczy o tym samym komiksie.
Dlaczego akurat to
Ta zmiana jest maleńka w kodzie i nudna w opisie, a należy do rzeczy, które najbardziej odróżniają narzędzie zrobione przez kogoś, kto z niego korzysta, od narzędzia zrobionego z listy funkcji. Program nie zyskał tu nowej możliwości — zyskał wiedzę o tym, że coś pójdzie źle, w momencie, w którym naprawa jest jeszcze darmowa.