Audiobooki — książka, której można posłuchać
Książki na Moonlight od dawna dało się czytać. Od dziś da się ich też posłuchać — i nie jest to osobna zakładka gdzieś obok, tylko druga postać tego samego rozdziału.
Dlaczego nagranie mieszka na rozdziale
Kusiło, żeby zrobić „Audiobooki" jako nowy byt: własną listę, własne ceny, własny odtwarzacz. Odrzuciliśmy to, zanim powstała pierwsza linia kodu. Audiobook to ten sam rozdział tej samej książki, przeczytany na głos. Ma tego samego autora, to samo miejsce w spisie treści i tę samą odpowiedź na pytanie „czy mogę to otworzyć". Osobny byt kazałby wszystkie te odpowiedzi zbudować po raz drugi i pilnować, żeby się nie rozjechały.
Więc nagranie jest polem rozdziału. Jeśli rozdział jest płatny, nagranie jest płatne. Jeśli rozdział czeka w okienku dla subskrybentów, nagranie czeka razem z nim. Nikt nie musi tego konfigurować dwa razy, bo nie ma dwóch rzeczy do skonfigurowania.
Gra w odtwarzaczu, który już był
Narracja trafia do tego samego odtwarzacza, w którym gra muzyka. Dzięki temu od pierwszego dnia działa kolejka rozdziałów, sterowanie z ekranu blokady telefonu i to wszystko, co zostało zrobione przy muzyce przez ostatnie miesiące.
Doszło tylko to, czego wymaga słuchanie książki: tempo lektora, skok o piętnaście sekund w obie strony i wyłącznik czasowy dla tych, którzy zasypiają przy rozdziale. Tempo obowiązuje wyłącznie przy narracji. Piosenka puszczona po audiobooku wraca do normalnej prędkości sama, bo przyspieszona muzyka to zwyczajnie zepsuty dźwięk.
Jedna rzecz wymagała stanowczej decyzji. Kolejka odtwarzacza wstawia reklamę na granicy utworów — i wstawiłaby ją także między rozdziały książki, za którą ktoś zapłacił. Przy narracji odtwarzacz w ogóle nie pyta o spot.
Wracasz tam, gdzie skończyłeś
Pozycja słuchania zapisuje się co kilkanaście sekund i w momencie wyjścia ze strony. Zaczynasz w autobusie na telefonie, wracasz wieczorem przy komputerze i klikasz „Wznów słuchanie".
Trafia to do tej samej historii, w której siedzi postęp czytania. To ważniejsze, niż brzmi: pytanie „gdzie jestem w tej książce" ma jedną odpowiedź niezależnie od tego, czy ostatnio się czytało, czy słuchało.
Przy okazji naprawiliśmy coś, co czekało dłużej, niż powinno. Strona książki liczyła i pokazywała postęp czytania, który zawsze wynosił zero, bo zapis historii nigdy nie został dopisany — w kodzie stało w tym miejscu zwykłe „TODO". Teraz wejście w rozdział zapamiętuje, dokąd czytelnik doszedł, a na stronie książki jest przycisk „Wznów czytanie". Postęp nie cofa się, kiedy zajrzysz na pierwszą stronę skończonego rozdziału, a czas czytania sumuje się zamiast zerować.
Znaczniki „przejdź do"
Trzygodzinne nagranie bez spisu treści to suwak i zgadywanie. Twórca może więc oznaczyć fragmenty: zatrzymuje odtwarzacz w wybranym miejscu, wpisuje nazwę i znacznik gotowy.
Jest też szybsza droga: szkielet z nagłówków tekstu. Wyliczamy, jaka część słów rozdziału wypada przed każdym nagłówkiem, i tam stawiamy znacznik. Mówimy wprost, że to propozycja, nie pomiar — lektor nie czyta w stałym tempie, więc czasy warto poprawić. Poprawianie gotowej listy zajmuje minuty; wpisywanie jej od zera zajmuje wieczór.
Słuchacz widzi ten spis pod rozdziałem i w odtwarzaczu. Jedno kliknięcie i nagranie jest w wybranym miejscu.
Czytanie razem ze słuchaniem
Można też jedno i drugie naraz. Akapit, przy którym stoi lektor, podświetla się i przewija sam. Kliknięcie w akapit przewija nagranie w to miejsce. Kiedy lektor wejdzie w tekst, którego akurat nie widać, czytnik otwiera właściwą stronę.
Ta funkcja wymagała czegoś nieoczywistego. Paginacja książki liczy się z ustawień czytelnika — wielkości czcionki, liczby słów na stronie — więc „trzecia strona" znaczy co innego na każdym urządzeniu. Znaczniki musiały więc wskazywać akapity, a nie miejsca na stronie. Akapity dostały trwałe numery liczone od początku rozdziału.
Przy okazji wyszło, że paginacja dzieliła treść, wycinając znaczniki akapitów — czytnik dostawał tekst pozbawiony akapitów, a typografia nie miała się do czego przyczepić. To też zostało naprawione.
Rozdział, który istnieje tylko jako nagranie
Nie każdy rozdział musi mieć tekst. Słuchowisko, wywiad, wiersz czytany przez autora — bywa, że nagranie jest całą treścią. Taki rozdział pokazuje kartę: tytuł, okładkę, kto czyta, jak długo to trwa i o czym jest. Czytnik osadzony na cudzej stronie też przestał w tym miejscu pokazywać pustkę.
Dla autorów i lektorów
Nagranie wgrywa się w edycji rozdziału, w zakładce „Narracja". Plik idzie do biblioteki zasobów autora, a fala dźwięku i fragment zapowiedzi powstają w tle, żeby nie trzymać nikogo przy pasku postępu.
Jeśli czyta ktoś inny niż autor, dodaje się go w zakładce Zespół i ustawia jego udział w przychodzie. Ta część musiała powstać wcześniej, osobno: podział przychodu z rozdziałów książek nie działał w ogóle, więc obietnica udziału byłaby pusta. Teraz działa, więc lektor faktycznie dostaje swoją część.
Administracja steruje resztą z panelu ustawień: rekompresją nagrań (domyślnie wyłączoną, bo nie ma powodu z góry obniżać jakości), limitami godzin, długością darmowego fragmentu i progiem ostrzeżenia o zajętości dysku.
Darmowy fragment liczymy w sekundach, nie w procentach. Dziesięć procent trzygodzinnego rozdziału to osiemnaście minut oddane za darmo — a tyle samo z rozdziału dziesięciominutowego to jedna minuta. Procent opisuje długość pliku zamiast tego, ile naprawdę chcemy pokazać.